Starachowicki.eu - Informacje
Sypialiśmy na dworcu
Utworzono: czwartek, 22, grudzień 2011 14:46 Opublikowano Małgorzata Śpiewak
Historia pani Lidii i pana Waldemara, małżeństwa ze Starachowic, dowodzi jak bardzo łatwo stracić wszystko co się miało: mieszkanie, spokojne życie bez martwienia się czy jutro będzie za co kupić jedzenie... I stać się z dnia na dzień bezdomnym.
Nagle bezdomność
Małżonkowie mają dwoje dzieci: dorosłą córkę, która już się usamodzielniła i 19-letniego syna, który nadal mieszka z rodzicami. Obecnie mieszkają w lokalu zastępczym. Czekają na remont przyznanego im mieszkania socjalnego. Nie mają pracy, pomimo że pani Lidia ma wyższe wykształcenie, a pan Waldemar, to człowiek bardzo pracowity, imający się różnych zajęć. Od spraw związanych z budownictwem, przez ślusarstwo, po wykończenia wnętrz. Los okrutnie się z nimi obszedł.
- Z dnia na dzień staliśmy się bezdomni. Przez jakiś czas mieszkaliśmy w innym mieście. Tam wynajmowaliśmy mieszkanie. Zaczęłam chorować i musiałam leżeć w szpitalu. Oboje nie mieliśmy pracy, nie było za co płacić za czynsz, za odstępne, rachunki. W końcu straciliśmy to mieszkanie, musieliśmy się wyprowadzić. Ale dokąd, gdy człowiek nie ma grosza przy duszy? Przez miesiąc mieszkaliśmy więc na dworcu. Sypialiśmy tam, jedliśmy. Nie było innego wyjścia - wspomina pani Lidia.
Normalnie żyć...
W końcu małżonkowie postanowili zwrócić się o pomoc do ośrodka pomocy społecznej. - Tak trafiliśmy do pana Krzysztofa Drożdża. Pojawiła się propozycja żebyśmy mieszkali w miejskiej noclegowni. Jednak z uwagi na to, że przebywają tam sami mężczyźni, a nasza cała rodzina jest bezdomna, nie zamieszkaliśmy tam. W rezultacie otrzymaliśmy mieszkanie zastępcze, a teraz mamy dostać mieszkanie socjalne. Nie możemy jednak jeszcze tam zamieszkać, ponieważ niezbędny jest remont w zasadzie od podstaw. Pomieszczenia, których powierzchnia wynosi około 35 m kw, trzeba pomalować, wstawić nowe okna, bo szyby zostały wybite. Przed świętami nie zdążymy, ale po nowym roku mamy nadzieję, że dzięki własnej pracy i pomocy ludzi uda nam się doprowadzić mieszkanie do użytku - mówią.
Małżonkowie bardzo chcieliby podjąć pracę. - Praca jest najważniejsza, jeśli się ją straci, traci się wszystko. Człowiek nie ma na podstawowe potrzeby. W dzisiejszych czasach trudno znaleźć coś dla osób w naszym wieku. Mąż pracował u jednego pana, ale okazał się nieuczciwym pracodawcą i zrezygnował. Teraz szuka pracy, ale jest ciężko - dodają. Piotr, syn pani Lidii i pana Waldemara to zawodowy kucharz. Chciałby również podjąć pracę w zawodzie. - Obecnie utrzymujemy się z zasiłku przyznanego przez MOPS. Niewiele tego, ale musi jakoś starczyć. Nie ma innego wyjścia.
Małżonkowie zgodnie twierdzą, że chcieliby żyć jak inni, bez strachu o jutro. - Jesteśmy rodziną bez nałogów: nie pijemy alkoholu, nie palimy papierosów. Chcemy godnie żyć, mieć mieszkanie jak inni ludzie, uczciwie pracować, mieć pieniądze na swoje potrzeby. Nic więcej - mówią zgodnie.
Imiona na prośbę bohaterów historii zostały zmienione.
Krzysztof Dróżdż, kierownik noclegowni w Starachowicach
- To dobrzy, porządni ludzie. Trochę zagubieni w świecie, brak im pewności siebie. Pan Waldemar to uczciwy człowiek, pracowity. Na pewno sprawdziłby się w wielu fachach. Oni wychodzą z bezdomności, muszą włożyć jeszcze wiele pracy w to, żeby ich życie wglądało normalnie. Trzeba im w tym pomóc.
Pan Waldemar poszukuje pracy w zawodzie związanym z budowlanką, wykończeniami wnętrz, ślusarstwem. Pracodawcy, którzy mogliby przyjąć go do pracy proszeni są o kontakt z redakcją 41-274-83-34, mail
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi.
- Ludzie dobrego serca
Nie raz na łamach TYGODNIKA opisywaliśmy podobne historie. Nasi Czytelnicy nigdy nie pozostali obojętni na ludzkie wołanie o pomoc.
Po każdym artykule odbieraliśmy telefony od ludzi chcących nieść innym pomoc.
Nasze serca poruszyła historia pana Wiesława i pani Doroty. Małżeństwo żyjące w małym mieszkanku potrzebowało opału na zimę. Już pierwszego dnia po ukazaniu się TYGODNIKA odezwali się trzej mężczyźni, którzy osobiście dostarczyli małżeństwu 4 worki drewna i trociny. Kolejna czytelniczka przekazała rodzinie żywność.
Nieobojętni pozostaliśmy również na historię poparzonego dziecka. Nasi Czytelnicy pomogli także trzem chłopcom Kamilowi (11 lat), Danielowi (8 lat) i Jakubowi (5 lat), którzy mieszkają z rodzicami w Starachowicach. Na co dzień rodzina zmaga się z problemami finansowymi i chorobami chłopców. Po ukazaniu się artykułu w redakcji odebraliśmy kilkanaście telefonów od ludzi dobrego serca, którzy pomogli rodzinie finansowo.
Wielki odzew był także po artykule o małżeństwie, które stara się wyjść z bezdomności. Małżonkowie otrzymali mieszkanie socjalne i potrzebowali mebli, aby je urządzić. Po artykule odebraliśmy kilkanaście telefonów od osób chcących pomóc. Za wszystko to dziękujemy!
POMOC WCIĄŻ JEST POTRZEBNA!
Filmy
Najbliższe wydarzenia
| 23 05 2012 Region Żelaza w Muzeum |
| 23 05 2012 Wystawa w Muzeum |
| 24 05 2012 Wystawa w Muzeum |
Pogoda
18°C
Starachowice
Fair
Humidity: 64%
Wind: 14.48 km/h
-
23 May 2012
27°C
13°C
-
24 May 2012
21°C
12°C


